piątek, 12 kwietnia 2013

Chora rzeczywistość.

Z początku chciałam opisać swoje życie po kolei, ale dziś stwierdziłam, że zacznę od sytuacji aktualnej.

Właśnie wróciłam ze spotkania ze starszą siostrą. Aneta jest dla mnie najlepszą przyjaciółką. Uwielbiamy spędzać czas razem - czy to we dwie, czy też w gronie wspólnych znajomych. Najbardziej łączy nas wspólna historia rodzinna, która do łatwych nie należy...

Mianowicie nasza matka jest alkoholiczką. Do tego boryka się z jakimiś problemami na tle psychicznym. Ciężko stwierdzić, co dokładnie, gdyż matka nie chce żadnej pomocy i twierdzi, że przecież wszystko jest okej. Do tego dochodzi nasz ojciec. Dla mnie ojciec to wielki autorytet, przyjaciel i ostoja. Niczym małe dziecko biegnę do niego z każdym problemem. Darzę go ogromnym zaufaniem i mogę powiedzieć mu o wszystkim, a ojciec jest w stanie dla mnie góry przenosić. Wielu znajomych wręcz zazdrości mi tak dobrych relacji z ojcem. Wbrew pozorom nie jest młodym facetem - lada moment przejdzie na emeryturę.
Jednak jest jedno ale - ojciec cały czas staje po stronie matki, która rani go najbardziej. Poza problemem alkoholowym, matka dostarcza również innych "atrakcji" - brała oszczędności ojca i wydawała na alkohol, papierosy oraz przegrywała je w popularnych dzisiaj jokerach. Z racji tego, że te trzy typy rozrywek pochłaniają ogromną ilość pieniędzy, wzięła kilka pożyczek w tych "bankach", które oferują pieniądze w 15 minut, a potem każą spłacać dwa razy tyle. Mama moja jest bezrobotna, więc spłacanie wszelakich długów szło z ciężko zarobionych pieniędzy ojca. Na prawdę ciężko, bo tata pracuje głównie w terenie, czy mróz, czy upał...

Cała historia z alkoholizmem i hazardem matki zaczęła się około 2 i pół roku temu. To też było przyczyną mojej szybkiej wyprowadzki z rodzinnego domu. Ciągłe awantury, widok pijanej matki wtaczającej się do domu grubo po północy, wypominanie i wypowiadanie słów, które nigdy nie powinny być powiedziane.. To wszystko wpływało na moją i tak słabą psychikę, a do tego utrudniało naukę na studiach, które do łatwych nie należą. Mój Luby, pomimo ukrywania przeze mnie pewnych rzeczy, stwierdził, że możemy utrzymać się z jego wypłaty i moich dochodów i szybko znalazł dla nas pierwsze mieszkanie - małą kawalerkę w centrum miasta. Przeprowadzka nie odcięła mnie od problemów rodzinnych, ale pozwoliła na naukę w spokoju i odpoczęcie od awantur. Czasem jednak mam wyrzuty sumienia - może postąpiłam samolubnie wyprowadzając się i zostawiając ojca i młodszą siostrę z całą tą sytuacją? Może teraz, gdy siedzę wygodnie w swoim fotelu słuchając muzyki w tle, tam w domu rodzinnym toczy się kolejna awantura? Może matka zamiast być w domu, znów pije wódkę z ludźmi zaliczanymi do meneli i przegrywa kolejną setkę na maszynie? Paweł - mój Luby - zawsze powtarza, że nie powinnam tak do tego podchodzić, że prędzej czy później i tak byśmy zamieszkali razem, że nie mogę się za nic obwiniać.. A może jednak? Może coś w tym jest, skoro wiele nocy przepłakałam z czystych wyrzutów sumienia? Nie wiem sama.. Aneta ma ten plus, że wyprowadziła się z partnerem, zanim to wszystko nastąpiło.

Co jest najtrudniejsze w tym wszystkim? Że ja, ojciec i siostry jesteśmy okropnie ranieni przez najbliższą nam osobę... Przez osobę, która kiedyś czytała mi bajki, chodziła ze mną na spacery, kochała całym swoim sercem.. Czy teraz kocha? Może gdzieś tak, ale gdyby ją spytać ją o mnie czy o Anetę, niewiele informacji byłaby w stanie powiedzieć. Ona się nami nie interesuje. Nie dzwoni, nie odwiedza. Nie ma pojęcia, gdzie pracuje siostra, co ja studiuję, co u nas leci.. Ciężko stwierdzić, co tu rani i boli najbardziej. Ale po spotkaniu z Anetą zawsze ta sprawa uderza mnie najbardziej.

Pawła nie ma, więc czeka mnie samotna noc, pełna łez i przemyśleń...

Na pocieszenie szybka sałatka z mixu sałat, pomidorów, papryki i ogórków zielonych z sosem czosnkowym własnej roboty.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz