Jeszcze gorsza przeszłość.
Czasem zdarza się tak, że ojciec ma gdzieś swoje dzieci. Tak było z moim ojcem w czasach podstawówki czy gimnazjum, jednak miałam całkiem niezłą alternatywę - mój najwspanialszy na świecie Wujek.
Wujek mieszkał w naszej stolicy wraz z ciotką, a siostrą mojego ojca. Dzieci nie mieli, do dziś dnia z nieznanych mi powodów, ale mogę być pewna, że pragnęli dzieci jak mało kto. Dlatego też dużo uwagi poświęcali mi i moim siostrom. A to zabierali nas do siebie, a to na jakieś wakacje, a gdy przyjeżdżali do nas, zabierali do kina, na zakupy, na spacer. Jednak zawsze większą więź miałam z Wujkiem. Był niesamowicie ciepłym, szczerym i radosnym człowiekiem. Z ręką na sercu - nie poznałam i zapewne nie poznam drugiego takiego człowieka.
W pewnym momencie Wujek zaczął mieć problemy zdrowotne - coś z sercem - nie wiem dokładnie, bo gdy to się zaczęło byłam małym dzieckiem. Jednak brał odpowiednie lekarstwa i czuł się dobrze kolejnych kilka lat. Aż nagle bum - Wujek zaczął marnieć w oczach, do problemów sercowych doszły problemy z nerkami oraz z wątrobą, skutecznie atakowaną przez masę lekarstw pomagających na jedno, a szkodzących na drugie. Masa badań, ciągłe pobyty w szpitalu, rezultatów jednak brak. Lekarze nie mieli pojęcia, dlaczego organizm Wujka po prostu wysiada w tempie ekspresowym. Do tego doszły paraliże, utraty przytomności. Mimo tego, że czuł się fatalnie i wyglądał jak wrak człowieka nadal się o nas troszczył. Dzwoniłam do niego bardzo często, żaliłam mu się z wszystkiego, a na każde spotkanie cieszyłam się jak małe dziecko. Dzięki niemu poznałam każdy zakamarek Warszawy, znam ją tak dobrze, jak rodzinne miasto. A diagnozy jak nie było, tak nie ma.
W ostatnich chwilach krótkiego życia Wujka, zaczęło być głośno o boreliozie, czyli świństwie przenoszonym przez kleszcze i siejącym spustoszenie w organizmie, kiedy nie jest leczone. Wyniki powaliły najlepszych specjalistów na kolana. Ale było już za późno.
Zmarł 28 grudnia 2005 roku mając 49 lat. Na akcie zgonu, jako jego przyczyna, widnieje marskość wątroby, co jest prawdą, bo cała chemia wpakowana w Wujka doprowadziła do całkowitej niewydolności wątroby. Ale ja wiem, co było przyczyną pierwotną - niezdiagnozowana i nieleczona borelioza. Czy można winić lekarzy? Cóż, w tamtych czasach mało wiedziano na temat tej choroby.
Dla mnie jest to strata do tej pory tak bolesna, niesprawiedliwa i niezrozumiała, że do dziś potrafię płakać. I serce ściska, że na grób tak daleko, i że się pożegnać nie zdążyłam. Cóż, był mi ojcem, choć na odległość. I Warszawa, kiedyś tak ukochana, teraz jest dla mnie miastem, który potęguje ból i tęsknotę. I siedząc nad Wisłą, i pijąc piwo, wspominam Wujka, a w głowie leci mimowolnie:
"W moich snach, wciąż Warszawa..."
W 2006 roku zostałam zdiagnozowana - borelioza. I tylko dlatego żyję i chodzę, że tamte przykre doświadczenia pomogły w szybkiej diagnozie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz