Chora rzeczywistość.
Czasem odnoszę wrażenie, że społeczeństwo coraz bardziej się zmienia. Niestety na gorsze. Mało kto potrafi docenić to co ma, większość wciąż narzeka pomimo całkiem dobrej sytuacji. Chciałam w tym poście cofnąć się parę lat wstecz, ale niestety - muszę opisać stan obecny.
Daniel - osoba zarówno mi bardzo bliska, jak i potrafiąca zadać wiele bólu. Poznaliśmy się 6 lat temu, Daniel był wtedy w wojsku. Byliśmy parą przez niecały rok, jednak szybko okazało się, że Daniel wolał szaleć i imprezować z kumplami, niż spędzać czas ze mną w trakcie swoich przepustek. Summa summarum zostawił mnie po niecałym roku dla innej dziewczyny, do tego w sposób ohydny - przestał się po prostu odzywać.
Nasze drogi zeszły się ponownie półtorej roku temu, gdy spotkaliśmy się przez przypadek w knajpie. W zasadzie rozmawiałam z naszym wspólnym kolegą, którego lubię bardzo i kontakt mieliśmy przez te 6 lat nieprzerwanie. Daniel się dołączył i tak wyszło. Postanowiłam olać przeszłość, gdyż teraz to już nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia a fajnie jest odkurzyć stare znajomości.
Jednak ta znajomość jest dla mnie bardzo uciążliwa. Daniel - podobnie jak ja - nie miał zbyt kolorowego dzieciństwa, musiał w życiu radzić sobie sam. Jednak nie mam pojęcia, skąd się biorą te jego niektóre szopki. Po pierwsze wieczna zazdrość - i nie tyle o mnie, bo z Pawłem się dobrze dogadują - co o samą sytuację. Że ja mam faceta, a on jest sam. Że ja studia dobre skończyłam, a on nie. Że ja lecę sobie w tym roku na pierwsze porządne wakacje, a on nie. Że ja w majówkę zwiedzę sobie kolebkę naszej cywilizacji, a on nie. I długo by wymieniać. Potrafi strzelać fochy o wszystko, w sposób na tyle udany, że zawsze trafi mnie prosto w serce.
I na spotkaniach naszych dyktuje warunki. O studiach nie gadaj, bo ja i tak nie zrozumiem. O chrześniaku i jego braciszku nie gadaj, bo ja dzieci nie cierpię, i nie chcę tego słuchać. I o tym też nie gadaj, bo coś tam. I nawet jak się ma śmieszną historyjkę czy anegdotkę to nie, bo Danielowi się to nie spodoba i zapewne strzeli foszyskiem.
Tylko dlaczego? Przecież się przyjaźnimy, zresztą jest nas więcej w paczce. Przecież się martwię o niego, staram się pytać co słychać, spotykać się z nim często. Przecież w żaden sposób nie robię mu krzywdy. Przecież jest dla mnie dobrym przyjacielem.I wcale nie ma tak źle - bo pieniędzy zarobić potrafi dużo, nie raz ma więcej niż ja, Paweł i mój ojciec razem wzięci. Więc może pojechać zwiedzić kolebkę cywilizacji. I polecieć na porządne wakacje. Ale lepiej zazdrością ranić najbliższych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz