niedziela, 21 kwietnia 2013

Wszystko na raz.

Czasem sobie myślę, że powinnam wybrać się do logopedy, ewentualnie podpiąć sobie pod struny głosowe wzmacniacz. A najlepiej ściągnąć pelerynę niewidkę, którą najwyraźniej mam na sobie.

Odnoszę wrażenie, że za bardzo skupiam się na innych ludziach, bo gdy coś zaczyna dotyczyć mnie, w większości przypadków staję się niewidzialna i niesłyszalna. To bardzo boli, szczególnie wtedy, kiedy na prawdę potrzebuję uwagi innej osoby.

Weźmy na przykład Pawła. Jest z niego typowy facet, bo notorycznie mnie nie słucha. Zaobserwowałam nie raz, że jak cokolwiek mówię lub się o coś pytam dla spokoju odpowiada "tak kochanie". Niestety wpadek zalicza tyle, że czasem mam ochotę go zamordować. Bo jak mam się czuć, skoro mój własny facet i osoba, z którą mieszkam najzwyczajniej mnie ignoruje. Często wykłada się na tym, że po 5 minutach pyta się dokładnie o to samo, co zostało przeze mnie powiedziane. Wiele razy wmawia mi, że wcale nic nie mówiłam, co doprowadza mnie do szewskiej pasji, bo pamięć akurat mam cholernie dobrą. No właśnie, dobra pamięć nie zawsze jest fajną rzeczą. Bo potem człowiek pamięta dokładnie te wszystkie małe sytuacje, które złożone w jedną całość po prostu bolą. Jest mi przykro, że mój facet to typowy facet i nie potrafi słuchać. No cóż, trzeba z tym żyć. Dlatego - moje panie - mężczyźni wolą samochody, komputery i playstation od nas - bo tego, cholera, nie trzeba słuchać!
Jak już krzyknę lub urządzę awanturę, wtedy potulnie słucha przez dzień, czy dwa. Ale potem historia zatacza koło...

Paweł został opisany jako pierwszy, bo choć to nie miłe, to nie jest najgorsze.

Wiele razy, gdy ktoś z otoczenia miał doła/problem, ja jak wariatka leciałam na łeb na szyję żeby pomóc, wysłuchać itp. Potrafiłam nie raz olać wszystko, gdy sytuacja zdawała się być poważną. Ale rzadko taki precedens zdarza się wobec mojej osoby. Ba, nawet mogę rzec, że kiedy u mnie zaczyna się coś złego dziać, większość osób ma nagle sto tysięcy rzeczy na głowie, przez co absolutny brak czasu na spotkanie ze mną. Nie generalizuję, bo byłoby to niesprawiedliwe, ale nie chce mi się z osobna wypisywać każdą z sytuacji. Jednak to jest widoczne. Im więcej mam problemów, tym mniej potencjalnych osób, które skupią się na mnie. Dlatego  coraz więcej zamykam się w sobie, bo uważam, że nie warto coś komuś mówić, skoro albo to oleje albo w ogóle będzie unikał rozmów ze mną jak ognia, o spotkaniu nie wspominając. Przez takie zachowania w moim życiu wiele towarzystwa się wykruszyło, bo w końcu moja cierpliwość się kończy.

Najgorzej przeżyłam ignorancję Karoliny, po poznaniu nowej ekipy. Przecież nigdy nie broniłam jej mieć innych znajomych poza mną, bo to chore, ale żeby prosić "przyjaciółkę" ponad trzy tygodnie o spotkanie, bo muszę z kimś pogadać? I była mi na tamten czas osobą najbliższą? I to, co chyba dobiło mnie najbardziej to to, że dwukrotnie odwołała umówione już spotkanie na 10 min przed ustaloną godziną i to, że gdy w końcu spotkanie doszło do skutku, przyszła na nie ze swoją nową przyjaciółką. Przysięgam, przez to wszystko, co się wtedy działo i przez takie zachowanie, uciekłam jak najszybciej od dziewczyn, schowałam się w jakiejś bramie i płakałam jak dziecko dobrych 10 minut. Nic tak nie boli jak ohydna ignorancja.

Zastanawia mnie jednak cały czas, w czym leży problem? Może nie mam siły przebicia? Może jestem zbyt dobra dla ludzi i przyzwyczajam ich do tego, że to oni są numerem jeden i nie potrafię się narzucać? Nie mam pojęcia. Ale to nie zmienia faktu, że każda akcja olewania Cathelyn zostawia solidny odcisk w mojej psychice.

Czasem tak bardzo nienawidzę ludzi, że mam ochotę odciąć się od kogokolwiek na zawsze...
Dlatego zawsze powtarzam, że ludzie są takimi potworami, że nie warto pomagać, bo da się palec, wezmą rękę, a na ewentualną pomoc od nich nie ma co liczyć. To też jest przyczyna tego, że wolę zwierzęta milion razy bardziej, niż ludzi. 

Bo pies, czy kot, nigdy, przenigdy, nie zada takiego bólu, co "przyjaciel".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz